Bloog Wirtualna Polska
Są 1 204 383 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Informacja

wtorek, 13 października 2009 23:18
No więc, tak jakoś wyszło, że postanowiłem napisać nowe opowiadania... z tą różnicą, że po odpowiednim dopracowaniu wyślę je do miesięcznika Nowa Fantastyka. Robię to z powodu, iż chcę się rozwijać i "wyjść" poza ramy internetu. Nie wiem, czy coś z tego wyjdzie, ale warto spróbować.
Podziel się
oceń
2
1

komentarze (15) | dodaj komentarz

News

środa, 09 września 2009 23:19
No cóż... przez wakacje nic nowego nie napisałem. Aura ogólnego rozleniwienie dosięgnęła i mnie. Przez całe dwa miesiące nie miałem "siły" aby zmusić sie do pisana, a pomysłów kilka miałem. I na kontynuację dotychczasowych "otwartych" historii, jak i na całkiem nowe. No cóż zaczął się rok szkolny, więc teraz ogólna mobilizacja i może coś naskrobię w przerwach pomiędzy nauką i LO.
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Aktualizacja

piątek, 12 czerwca 2009 0:03
Maguminus - 2/? W TRAKCIE
Cienie to Psy - 1/1 ZAKOŃCZONE

Podziel się
oceń
0
1

komentarze (9) | dodaj komentarz

Maguminus

piątek, 12 czerwca 2009 0:00
No ukazała się pierwsza (nie licząć wstępu) część opowiadania Maguminus. Nie ma w nim nic, o Mistrzu Ignackim, za to poznajemy innego ważnego dla fabuły człowieka. Zapraszam do czytania.

Opowiadanie znajdziecie
TUTAJ
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Polowanie na Czarownice

czwartek, 11 czerwca 2009 23:57
  Śnieżyca rozpętała się na dobre. Praktycznie promień widzenia skurczył się do zaledwie kilkunastu centymetrów, które dawały niezbyt jasny pogląd na sytuację. Wszystko przykryła gruba warstwa białego puchu, który sięgał już niemal po pas rosłemu człowiekowi. Zresztą taka była okolica Wiecznych Śniegów. Mróz, mróz i po trzykroć mróz. Nawet na wiosnę, czy lato tutejsza ziemia nie odmarzała, najwyżej niewielkie ocieplenia topiły z lekka śnieg, chociaż nigdy na tyle, żeby odsłonić glebę.
Oczywiście nic tu teoretycznie nie mogło ani żyć, ani także wypuścić głęboko korzeni. Jednakże, nawet w tych niegościnnych terenach tliło się życie. Co prawda flora i fauna była dość skromna, ale nigdy nie zdarzyło się, aby okolice Szczytów opustoszały. Wilki, niedźwiedzie, czy też kozy w wyższych partiach gór. Z ptaków tylko nad wyraz wyrośnięte orły, szybujące beztrosko ponad głowami wędrujących ludzi.
 
  Największą, ale lepiej można by powiedzieć, że jedyną rośliną, która odważyła się tutaj rosnąć było jedyne w swoim rodzaju drzewo. Potężne, z rozłożystą koroną i grubymi korzeniami sięgającymi, aż do Pradawnych Źródeł. Dąb Tytani, potocznie zwany Trollem. Po wschodniej stronie gór jego skupiska tworzą ogromne połacie lasów, w których schowała się spora część zwierząt tutaj żyjących. Jednak to nie o nich wam dzisiaj opowiem...

***

  Wilcza Przełęcz, to jedyne w miarę bezpieczne przejście pomiędzy Wschodem, a Zachodem Szczytów. W Pradziejach żyło tutaj dużo z tych mięsożernych drapieżników. Jednak teraz jest ona domeną ludzi. Górale, to niscy, ale silnej budowy ludzie, często ze względu na swój wygląd i brody nazwani Krasnoludami. Mieszkając na tym odludziu, nigdy nie interesowali się sprawami wielkiego świata i magusami urzędującymi na Północy. Ważne dla nich było tylko to co mogli zjeść i na siebie włożyć. W tej trudnej krainie musieli dbać sami o swój los. Nikt im, nawet w najgorszych czasach, nie pomagał. Oni także nie czuli się zobowiązani do pomocy innym, jednak gdy ktoś trafił pod ich strzechę, w życiu nie zapomni wieczornej biesiady. Odizolowany, gościnny naród. Tacy byli właśnie Ludzie z Gór.
 
  Na granicy palisady brną przez śnieg jakiś mężczyzna. Barczysty i dość wysoki. Szedł dość powoli, ale równym tempem, dzielnie walcząc z zalegającym puchem. W ciemności nie sposób było dojrzeć w co był ubrany, ani jak wyglądał. W każdym bądź razie nie zmierzał do osady. Strażnik nawet się ucieszył, w taką śnieżną noc nie w smak było mu rozwiązywać problemy związane z obcymi. Także zmierzył tylko groźnym wzrokiem podróżnika i poprawił swój miecz, zwisający przy boku.

  -Ki diaboł niesie w stronę gór? - zapytał.

  Podróżny zatrzymał się i podszedł do gwardzisty. Z bliska wydawał się wielki niczym niedźwiedź, chociaż laska na której się opierał wskazywała na to, że nie był już młodzieniaszkiem. Twarz miał zasłoniętą szmatką, spod której w świetle pochodni widać było tylko ciemnie tęczówki oczu. Przenikliwe i mroźnie, niczym najgorsza zima. Jego płaszcz, koloru ciemnoniebieskiego, sięgał mu do pasa. Szczelnie opasany w skórę i z wielkimi buciorami na nogach mógł stawić czoło każdej burzy śnieżnej, oraz największym zaspom.

  -Nie macie tu w pobliżu przypadkiem jakiegoś małego sabatu? - powiedział przybysz, a jego głos brzmiał chrapliwie i nisko.

  -Zwariował. Zlot diabołskich pomiotów tutaj? - strażnik pukną się w czoło, a dokładniej w hełm podszyty ciepłym futrem.

  -Hmm. - zamruczał wędrowiec - W takim razie, gdzie tu w pobliżu jest jakaś chata, w której mogłyby odpocząć moje stare kości?

  -Poczłap pan w tamtą stronę. - gwardzista wskazał palcem w stronę niewielkiego zagajnika leśnego, który z tej odległości był jedynie malutką ciemną plamką. I tak dobrze, że w ogóle przy takich warunkach był widoczny. - Znajdzie tam opustoszałe domostwo. Sypie się i wali, ale jak dobrze w kominku przygrzeje to jedną noc przeczeka.

  -Bóg zapłać. - powiedział na odchodne tajemniczy człowiek i ruszył we wskazaną stronę.

  Nim strażnik zdążył coś odpowiedzieć wędrowiec rozpłyną się już w padającym śniegu. „Dziwna noc" pomyślał jeszcze i wrócił do stróżówki.

***

  Chatę widać było już z daleka. Nie wyglądała na opuszczoną, ani na zniszczoną. Widać biedak przy bramie miał przeterminowanie wiadomości. Mężczyzna w płaszczu przystaną na chwilę i spojrzał jeszcze na światła dochodzące z osady.

  -Mam nadzieję, że świst wiatru zagłuszy ewentualne hałasy. - szepnął do siebie i cicho gwizdnął.

  Gdyby nie ta przeklęta śnieżyca, byłby już tutaj parę dni temu. Jednak cieszył, że w ogóle dotarł. Podobno szlak pomiędzy górami, zasypało dwa dni później. Przypadek? Nie wierzył w przypadki, już od dłuższego czasu. Wszystko dla niego było Boskim, albo Diabelskim planem. Zależnie od misji, którą wykonywał i wielu, wielu innych pomniejszych wydarzeń, które odważę się tutaj nie przytaczać.

  Otrzepał ramiona ze śniegu i ruszył dalej.

***

  Z sufitu zwisał sobie beztrosko pentagram, który pełnił funkcję lampy poprzez pouczepiane na jego rogach świece. Nawet nieźle oświetlał izbę wypełnioną stołami i ludźmi, w eleganckich strojach z XIX wieku. Damy i panowie prowadzili ożywione dysputy pomiędzy sobą, czasem chichocząc cicho pod nosem. Sala, nie była urządzona z wielkim przepychem, co kontrastowało się z ubraniami zebranych. Jednakże sprawiał wrażenie schludnego i czystego. Grunt, że nikt nie podejrzewał, co tutaj się planuje. Ba, nikt nawet nie wiedział, że takie miejsce istnieje. Doskonałe miejsce.

  Po chwili wszelkie rozmowy urwały się, a na niewielką mównicę ustawioną pod jedną z krótszych ścian chałupy wszedł jakiś elegancik. Na jego wydatnym, rzymskim nosie spoczywały niewielkie szkiełka. Twarz miał podłużną i ostrą, z niewielkimi, cienkimi wąsikami. Uczesał jeszcze lśniące włosy do tyłu i zaczął mówić.

  -Witam wszystkich tutaj zebranych. Nasz cel jest wiadomy. Mamy dość władzy Magministra i dominacji Wież Magii. Zbyt długo już śmietanka zbierała profity zapominając O NAS. Zdradzili wszystkich magusów spoufalając się z bękartami Watykanu i ich pomniejszymi pomiotami. Nazwali nas „diabłami" i „szarlatanami". Hańba! Tak dłużej być nie może. Nie wolno nam tego tolerować. Czas wyciągnąć skostniałe nieco już dłonie po to, co nam się należy. Czas na...

  Łup! Drzwi chaty wyleciały z łoskotem. I tylko wichura zagłuszała dźwięk łamanego drewna. Do izby wszedł spokojnym krokiem człowiek, wielki i barczysty niczym niedźwiedź. Na jego widok kilka panien zemdlało, a co tchórzliwsi popuścili pod siebie. Mówcy ugrzęzły w gardle wszystkie słowa pełne pietyzmu i patosu. Zdołał tylko wypowiedzieć piskliwe „O cholera" po czym zalał się potem i na stojąc na chwiejnych nogach przywarł do ściany.

  -Przepraszam, za najście, ale chyba się zgubiłem. - nieproszony gość rozejrzał się po sali, a jego oczy wyrażały zadowolenie - A może jednak nie... w gruncie rzeczy chciałem znaleźć jakieś schronienie, ale widzę tutaj coś o wiele ciekawsze rzeczy.

  -Skąd, skąd... - nadal trzęsąc się, prowadzący jeszcze przed chwilą przemowę mężczyzna, zaczął mówić przełykając przy tym nerwowo ślinę - Skąd psy Watykanu dowiedziały się o nas?

  -Ależ proszę mi wybaczyć, dzisiejsze najście to czysty przypadek. Nie to raczej Wola Boska. - odpowiedział przesadnie pobożnym tonem przybysz.

  Po czym rzucił okiem jeszcze raz na salę i wstał. Wszyscy zgromadzeni (poza tymi, którzy padli z wrażenia) cofnęli się przybierając bojowe pozycje. Lecz wędrowiec wzruszył tylko ramionami i skierował się ku wyjściu. Rzucając przez ramię tylko parę słów.

  -Hmm. Dzisiaj nie jest dobra pora na walkę. Zbyt wysoko jest już księżyc, chociaż przez chmury nie sposób go dostrzec. Może jutro z samego rana? Wszyscy będą wypoczęci i gotowi. Więc na razie mówię zgromadzeniu dobra...

  -Żartujesz chyba sobie! - krzyknął ktoś z tłumu - Wszyscy na niego, jest przecież sam.

  Zebrani czarodzieje natychmiast namalowali na swoich dłoniach magiczne symbole i z niewiarygodną szybkością wyrecytowali inkantacje. Skończyło się na błysku i huku, w miejscu gdzie przed chwilą stał tajemniczy gość. Teraz powstał tam niewielki lej w ziemi. Wśród zgromadzonych przebiegł szmer zadowolenia, który jednak po chwili ucichł.

  „Niedźwiedź" stał pośrodku sali jak gdyby nigdy nic. Ściągnął tylko kaptur z głowy i rozwiązał szmatkę zakrywającą usta. Wszyscy magusi zbieleli bardziej niż śnieg na zewnątrz. Ich oczom ukazała się dość wiekowa już twarz pokryta zmarszczkami i bliznami. Krótka kwadratowa broda, oraz długie włosy opadające bezwiednie pokryte zostały już srebrzącą się siwizną. Mężczyzna zdjął szmatkę także, ze swojej laski. To bez wątpienia był pastorał. Drewniany, niezręcznie obrobiony, długi na prawie dwa metry. Przypominał bardziej kij podróżny, ale nadal był pastorałem.

  -T-to Biskup. Papieska maszyna do zabijania. - szeptał ktoś z tyłu.

  -I bądź tu człowieku kulturalny. - powiedział duchowny zrezygnowanym tonem - Hmm, jeszcze się chyba nie przedstawiłem?

  -A kogo to obchodzi jak się nazywasz sku... - rozpoczął ktoś, ale Biskup przerwał mu lekko wychylając  pastorałem w jego stronę.

  Początkowo nic się nie stało, ale gdy tylko narwaniec próbował się znowu odezwać, nabrawszy ponownie odwagi, runął jak długi. Przestał oddychać. Reszta towarzystwa odsuwała się jak najdalej od niebezpiecznego człowieka stojącego spokojnie pośrodku sali.

  -Starszym się nie przerywa... Otóż jestem Biskup Czterech Brzegów i sługa jego Świątobliwości Papieża Urbana XXVII, Joachim Pucybut. Miło mi poznać wszystkie zgromadzone tu owieczki. Mam nadzieję, że nie będziecie stawiać bezsensownego oporu i spokojnie wszyscy się rozejdziecie. Jeżeli nie... no mam już swoje sposoby... i upoważnienia. - duchowny uśmiechną się wymownie i zrobił krok w stronę mównicy.

  Jednakże stało się coś, czego się nie spodziewał. Fircyk, któremu przerwał na początku w akcie desperacji wyleciał na pole i wykrzyczał jakieś bluźniercze słowa po czym padł targany spazmami. Śmiał się przy tym, jakby był obłąkany, aż w końcu na jego ciele pojawił się krwawy cyrograf i pentagram. Przyzwał demona. Ale jakiego? Biskup wiedział, już że popełnił pomyłkę nie obezwładniając ich na początku. Wyleciał na dwór, ale było już za późno. Diabeł formował się i nabierał kształtów. Ocenił jednak na uspokajając się trochę, że jednak ma jeszcze parę sekund. Wpadł do izby i uderzył swoją laską o podłogę. Wszyscy zgromadzeni natychmiast padli i przestali się ruszać. Spojrzał poprzez dziurę po wyważonych drzwiach. Rogi  już si ę uformowały.

  To był typ Mefisto. Wielki, zły i brzydki. Tak w skrócie można go nazwać. Żyły miał wypełnione wrzącą magmą, którą mógł rzygać ze swojej wielkiej paszczy. Nie był inteligentniejszy niż przeciętny ork, ale z pewnością wiedział jak należy sprawiać ludziom cierpienie. Joachim zapieczętował już chatę, obwiązując ją całą poświęconym łańcuchem. Po czym swoją uwagę skierował na przeciwnika.

  Teraz stał przed nim, wielki na cztery metry i w pełni już ukształtowany demon. Głodny krwi i mordu. Biskup stał przed nim niewzruszony i czekał na reakcję ze strony wielkoluda. Ten zmierzył go swoimi jarzącymi się niczym czerwone żarówki oczami i zaśmiał się. Jego śmiech odbijał się echem. Zagłuszył nawet burzę śnieżną, po czym spojrzał na swojego malutkiego oponenta. Nie wyobrażał sobie, jak ktoś tak lichy może chcieć mu stawić czoła w bezpośrednim pojedynku.

  W jego malutkim móżdżku zagotowało się od złości przed tym zuchwalcem. Podniósł swoją wielgachną łapę i trzepnął człowieczka przed nim z całej swojej siły. Ten zginając się w pół poleciał w górę i upadł kilka metrów dalej praktycznie się nie ruszając. Diabeł zadowolony ze swojego pierwszego dzieła w nowym świecie postanowił zaspokoić swój pierwszy głód. Chata jednak była zapieczętowana, tak że nikt nie upoważniony nie mógł ani wejść, ani wyjść. Mefisto zaklął coś niezrozumiale, ale po dłuższej chwili ujrzał światełka pobliskiej osady. Przetrawił tą informację i zdał sobie sprawę, że tam czeka go dużo więcej krwi. Ruszył swoimi niezgrabnymi krokami, a jego wielkie stąpnięcia powodowały ogromny huk w całej dolince.

***

  Strażnik bramy wyszedł przed stróżówkę zobaczyć co też za hałasy dobiegają od strony starej chałupy. Przeczuwał, że ma to związek z przybyszem, ale to co zobaczył przerosło jego wyobraźnię.

  -Mateczko Przenajświętsza... - wyszeptał, po czym zaczął drzeć się na cały głos i walić w dzwon ostrzegawczy - Ratujta się ludzie, diaboł nadchodzi. Jak góra i rogata potwora. Ratujta się.

  Na ucieczkę było już jednak za późno. Szatan jednym uderzeniem roztrzaskał palisadę w drzazgi i już miał zacząć swoją krwawą ucztę. Jednak przed nim pojawił się człowiek- niedźwiedź. Opierał się na drewnianym pastorale. Mefisto rzucił na niego okiem i po kilku sekundach intensywnego myślenia skojarzył, że to ten sam, którego wcześniej powalił. Nie potrafił zrozumieć jakim cudem ta marna mucha przeżyła. Jego magmowa krew zawrzała i już miał nią splunąć, jednak nie mógł. Ugrzęzła mu w przełyku. Także jego ruchy zostały sparaliżowane. Nie wiedział dlaczego, miotał się i szarpał w sobie, ale jego ciało nie wykonało najmniejszego przemieszczenia w przestrzeni.

  -Te łańcuchy powinny cię uspokoić diabełku. Poczekaj chwilę, zaraz odeślę cię do mamusi. - powiedział Biskup i podszedł do wielkiego cielska potwora.

  Pucybut podniósł swój pastorał i uderzył szatana w brzuch. Ten otworzył paszczę i próbował coś jeszcze krzyknąć. Najpewniej jakieś przekleństwo, czy też klątwę. Słowa zatrzymały się w krtani i nigdy nie wyszły na zewnątrz. Mefisto zniknął, wraz z łańcuchami okalającymi jego ręce, oraz nogi.

  -...na wieki wieków Amen. - dokończył modlitwę Biskup Joachim i ponownie zakrył swoją twarz kapturem i szmatką.

  -Mateczko Przenajświętsza... - wydusił z siebie gwardzista i odprowadził wzrokiem duchownego, który teraz skierował się prosto w stronę Sczytów.

Podziel się
oceń
2
2

komentarze (10) | dodaj komentarz

wtorek, 27 września 2016

Licznik odwiedzin:  21 449  

Galerie

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O moim bloogu

Opowiadania grozy, niezwykłe światy, niecodzienne wydarzenia... To wszystko możesz znaleźć tutaj. Zapraszam!

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:




Toplista stron poświęconych fantastyce try { var pageTracker = _gat._getTracker("UA-6607897-1"); pageTracker._trackPageview(); } catch(err) {} Fantasy - Opowiadania


Opowiadania fantasy


Portal o grach MMO


Fantasy




Toplista stron poświęconych fantastyce


Magiczne opowiadania


Najlepsze opowiadania w sieci!


opowiadaniafantasy.bloog.pl na flakerze

Statystyki

Odwiedziny: 21449

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl